Klasyczne metody badawcze są dobrze znane i sprawdzone. Obejmują zarówno metody ilościowe, jak ankiety internetowe i telefoniczne, pozwalające zbierać dane od dużej grupy respondentów, jak i metody jakościowe, takie jak indywidualne wywiady pogłębione czy grupy fokusowe, które umożliwiają dogłębne poznanie opinii i motywacji konsumentów. W praktyce często stosuje się również desk research oraz mystery shopping, które dostarczają dodatkowych informacji o świadomości marki, jej wizerunku oraz faktycznych doświadczeniach klientów. Ich ograniczeniem jest jednak fakt, że trudno dzięki nim wychwycić automatyczne reakcje, momenty utraty uwagi czy sytuacje, w których konsument nie potrafi nazwać swoich odczuć.
W takich przypadkach z pomocą przychodzi neuromarketing. Wykorzystuje techniki takie jak eye-tracking (śledzenie ruchu gałek ocznych), facetracking (analiza mimiki twarzy i emocji), oraz EEG (pomiar aktywności elektrycznej mózgu, wskazującej poziom zaangażowania i pobudzenia), dzięki którym można mierzyć uwagę i jej spadki, a także nastawienie pozawerbalne i emocjonalne odbiorcy wobec prezentowanych produktów lub usług. Neuromarketing szczególnie dobrze sprawdza się przy testach kreacji reklamowych, opakowań, etykiet, komunikatów marketingowych, a także w badaniach użyteczności stron internetowych i aplikacji. Jednak nie odpowiada bezpośrednio na pytanie: dlaczego klient postępuje w określony sposób? Przedstawia jedynie, na co zwraca uwagę i jak reaguje niedeklaratywnie, często ujawniając to, czego klasyczne metody badawcze nie są w stanie wychwycić.
W 2026 roku wyzwaniem nie jest wybór pojedynczej metody, lecz precyzyjne dopasowanie narzędzia do celu badawczego, tak aby klasyczne analizy oraz metody neuromarketingowe wzajemnie się uzupełniały.